Pospolity, siedemnastoletni chłopiec siedział
na pospolitej kanapie w pospolitym salonie i z podniesioną głową spoglądał w
niezwykle interesujący dla niego, pospolity żyrandol.
Jakiż on niezwykły. Piękny. Wspaniały.
Fioletowy. Dzieło sztuki. Ach, piękny żyrandolu, jesteś tak blisko, a
jednocześnie tak daleko. Dlaczego jesteś mi tak odległy?
Po dobrych dziesięciu minutach patrzenia w
stronę sufitu, chłopak spuścił głowę. Najprawdopodobniej zrozumiał, że wzrokiem
żyrandola nie przyciągnie.
Joey, bo tak na imię miał chłopak,
przejechał palcami po swoich kasztanowatych włosach, po czym wzdrygnął się
lekko. Chyba dawno ich nie mył, bo były przeokropnie tłuste w dotyku. Jak
jakieś nie do końca ususzone ślimaki. Dawno ich nie obcinał – i w najbliższym
czasie nie zamierzał tego robić – przez co zdążyły już urosnąć na całe siedem
centymetrów. Przy tym strasznie się przetłuszczały i były brzydkie z wyglądu.
Przyzwoity chłopiec w jego wieku coś by tym zrobił: umył, zadbał, obciął… ale
nie on. Przynajmniej nie ostatnio.
Umyłbym je, ale na Miłość Boską, nie chce mi
się! Te wszystkie szampony tyle kosztują… Za wodę też są olbrzymie rachunki.
Moja mama jęczy, że ją marnuję, a kto siedzi przez godzinę w wannie i
„odreagowuje” stres? Chce, to ma… Brudnego syna.
A jeśli nagle przyjedzie rodzina? Bez
ostrzeżenia? I co wtedy? Jak mnie zobaczą, to mogą mnie wydziedziczyć! To może
jednak wypadałoby je umyć?
Myśląc o tych licznych świętach, na które
jego rodzina może go już nie zaprosić, Joe poczuł się okropnie głodny. Od rana
nic nie jadł, a była już dziewiętnasta.
Pogłaskał się po wygłodzonym brzuchu i wstał
z kanapy. Nie przewidział tego, że jego nogi po długim siedzeniu, mogą go nie
utrzymać. Ugięły się pod nim, lecz chłopak w ostatniej chwili zdążył oprzeć się
rękami o kanapę.
Gdy adrenalina opadła, rozciągnął
zasiedziałe mięśnie i skierował się do kuchni. A przynajmniej tak sądził. Nie
widzieć czemu wybrał zupełnie inny kierunek. Co chwilę wpadał na ścianę, albo
potykał się o porozrzucane na podłodze rzeczy, takie jak stare gazety
poświęcone dekoracji wnętrz, czy włochate kapcie matki.
Czy to możliwe, żeby był aż tak śpiący,
podczas gdy jeszcze nie było nawet dwudziestej?
Wpadł na jakieś drzwi i bez zastanowienia
nacisnął klamkę. Były to drzwi do łazienki, jednak to, co było w środku na
łazienkę nie wyglądało.
Od kiedy w naszej łazience
mamy zieloną łąkę i płynącą rzeczkę? Czy ktoś może mi wytłumaczyć skąd tu
wzięło się drzewo? Ha, jeszcze lepiej! Mamy tu jakieś chodzące kamienie!
Chwila, to żółwie! Jak ja zawsze chciałem mieć żółwia! Ale dlaczego one są w
łazience?! Chwila, co to tam jest? Człowiek? Idzie do mnie? Idzie. Mam się
cieszyć, czy może uciekać? Czy ktoś mi powie, dlaczego w łazience jest niebo i
świeci słońce?!!!**********
Ech, koniec prologu mi się nie podoba. Ale ocenę pozostawiam czytającym. Mogę obiecać, że pierwszy rozdział będzie lepszy.
CO TO MA BYĆ!? CZEMU TO JEST TAKIE ZAJEBISTE I CZEMU ŚMIAŁAM SIĘ JAK GŁUPIA DO MONITORA? I CZEMU PISZĘ CAPS LOCK'IEM? Aaa tak zapomniałam go wyłączyć, to z emocji. Dziewczyno kocham cię! Też zawsze chciałam mieć żółwia, ale się ich boję... Cóż. Joey (Kocham to imię) jest baardzo interesujący...
OdpowiedzUsuńCzekam na pierwszy rozdział ;)
Chyba muszę trochę zmienić styl pisania, bo mi umrzesz z emocji :) Ale bardzo się cieszę, że Ci się podoba. Ach te żółwie i te ich zęby i pazury i jad w kłach... xD Aż Cię po znajomości poinformuję, że pierwszy rozdział pojawi się za tydzień ;)
UsuńNo nieźle! Czemu mnie tu wcześniej nie było, co?
OdpowiedzUsuńJa się pytam jeszcze raz czemu?!
Wpadłam na chwilkę, obczaić o czym tutaj piszesz i się wkręciłam. Sam tekst z lampą był inny. Taki intrygujący :D
Reszta nie mniej ciekawa :) Zastanawia mnie co dalej. Co z Joe? Co się stanie? Jak na to zareaguje? Co z tym zrobi?
Mam nadzieję, że już niedługo się dowiem :)
Świetny prolog!
Love,
Chelle
PS Proszę informuj mnie o nowościach jeśli łaska :D
Z Bogiem xD
Naprawdę cieszę się, że Ci się podoba. Ciężko jest znaleźć zainteresowanych do nowo otwartego bloga :) Będę informować. ;3
UsuńPozdrawiam ^^